|  | 

Rozrywka

Opowiadanie “Czy miłość może być zła”?

img-responsive

Zima za oknem nie przypominała tej bajkowej i przynoszącej dzieciom radość. Nigdy nie lubiłam tej pory roku, chociaż urodziłam się w samym jej środku. I to zimą przeżyłam największą miłość swojego życia…

Tego ranka czułam się wyjątkowo źle. Poprzedniego dnia pokłóciłam się z moim mężem Sławkiem. Coraz trudniej było nam znaleźć płaszczyznę porozumienia, a codzienne sytuacje urastały do rangi problemów. Coraz większych problemów. A może to ja nie umiałam docenić jego starań? Zarabiał pieniądze, nie pił, dbał o mnie i naszego syna Grzesia. Zwyczajna, polska rodzina.
– Mogłaś trafić gorzej – ucinała dyskusję moja matka, gdy próbowałam zwierzyć się jej z mojego stanu i wylać żale, których z każdym rokiem małżeństwa przybywało.
Moją radością był Grześ. Gdyby nie on, pewnie już dawno spakowałabym walizki i odeszła od męża. Mój syn miał 9 lat, był uroczym, mądrym chłopcem. Wiedziałam, że potrzebuje ojca, męskiego wzorca, dlatego trwałam w tym martwym małżeństwie. Nie byłam jednak szczęśliwa. Myślę, że Sławek też oczekiwał czegoś innego po naszym związku. Tego styczniowego ranka zrozumiałam jednak, że moja relacje ze Sławkiem odczuwa dziecko. I że ono też cierpi.
– Mamusiu, rozwiedziesz się z tatą? – spytał tego dnia Grześ, gdy pomagałam mu spakować się do szkoły dziecięce rzeczy.
Zaskoczył mnie tym pytaniem. Zaprzeczyłam, uspokoiłam synka, jednak jego spostrzeżenie do końca dnia wywoływało mój niepokój.
– Muszę wziąć się w garść – postanowiłam zdecydowanie.

Wieczorem, gdy Sławek wrócił z pracy, czekałam na niego uśmiechnięta, na stole czekało jego ulubione danie, a w lodówce chłodził się szampan.
– Mamy jakieś święto? – spytał niepewnie mąż, gdy przekroczył próg mieszkania.
– Chciałam, żeby było miło, tak jak kiedyś. Na początku naszego związku – odpowiedziałam pełna dobrych chęci.
Sławek nic nie odpowiedział. Z natury był małomówny i spokojny. Popatrzył na mnie z niedowierzaniem i tylko pokręcił głową. Rozmowa przy stole niezbyt się kleiła, dotyczyła głównie codzienności oraz Grzesia. Kiedy sprzątałam po kolacji uświadomiłam sobie, że tylko szczera rozmowa z mężem naprawi naszą sytuację. Wieczorem opowiedziałam mężowi co czuje, czego od niego pragnę i jak powinno wyglądać nasze wspólne życie. Obiecał, że będzie się bardziej starał, a ja uwierzyłam, że jednak nadejdą dla nas dobre chwile.
I rzeczywiście, na początku odczuwałam drobną przemianę mojego męża. Spędzał z nami więcej czasu, starał się wyręczać mnie w codziennych, domowych czynnościach, bawił się z Grzesiem i poświęcał mu więcej czasu. Jednak po paru tygodniach rutyna powróciła, a nam coraz trudniej było dojść do porozumienia, nawet w sprawie banalnych rzeczy.
– Czego ty chcesz kobieto? Życie to nie romans, to nie serial telewizyjny – krzyczał Sławek, gdy po raz kolejny próbowałam z nim porozmawiać.
Czułam się samotna w swoim małżeństwie. Byłam trzydziestoletnią, ładną, mądrą kobietą, a nie potrafiłam cieszyć się tym, co mam.
Wtedy poznałam Krzysztofa. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, o której czyta się w książkach. Był dalszym znajomym mojego męża i nie raz widywałam go w jego towarzystwie. Nigdy jednak nie zwracałam na niego uwagi, mimo że był niezwykle przystojnym i sympatycznym mężczyzną. Ot, kolega męża, w dodatku żonaty. Czasami w mieście widywałam jego żonę, ładną brunetkę, zmagającą się z niesfornymi bliźniakami. Wydawało mi się, że są szczęśliwą rodziną. Jak się później okazało, to były tylko pozory.
– Dzień dobry, zastałem Sławka? Musi podpisać ten dokument, szef się wścieknie, jeśli tego dziś nie zobaczy na biurku – przywitał się Krzysiek, przychodząc w pewne popołudnie do naszego domu.

To było nasze pierwsze spotkanie. Zaprosiłam go do środka i zaproponowałam kawę, gdyż Sławek miał wrócić za godzinę. Mężczyzna przyjął zaproszenie i uśmiechnął się do mnie ciepło. Okazał się świetnym rozmówcą i mimo że był obcym człowiekiem, od razu poczułam do niego sympatię.
Nawet nie zauważyliśmy, że minęła godzina, a my tak dobrze bawiliśmy się w swoim towarzystwie. Kiedy w końcu pojawił się Sławek, atmosfera nie przypominała już tej, kiedy byliśmy sami. Mężczyźni załatwili swoje sprawy, a ja wróciłam do kuchni.
Parę tygodni później wpadliśmy na siebie przed szkołą Grzesia.
– Cześć Magda, pamiętasz mnie? – zapytał niepewnie.
– Oczywiście, że tak – odparłam, uśmiechając się od ucha do ucha.
– Może wpadniemy na kawę, tu za rogiem jest mała kawiarenka – zaproponował.
Nie wiem, dlaczego wtedy się zgodziłam. Wielokrotnie zastanawiałam się, czy mogłam zmienić bieg wydarzeń? Czy gdybym wtedy nie poszła z Krzysztofem na kawę, nie zakochałabym się w nim? To spotkanie wywołało lawinę kolejnych. Zaniedbywałam dom, rodzinę, by tylko spotkać się z Krzysiem. Poczułam się kobietą piękną, pożądaną, wyjątkową. Nie martwiłam się już tym, że dla Sławka jestem tylko kucharką i sprzątaczką. Moim całym światem był Krzysztof. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa.
– Jesteś taka ładna mamusiu, kiedy się uśmiechasz – powiedział pewnego dnia Grzesiu, gdy szykowałam się do kolejnego spotkania z ukochanym.
Dzięki Krzysztofowi stałam się inną kobietą. Zaczęłam odczuwać radość życia, mimo że mniej czasu poświęcałam rodzinie i coraz trudniej przychodziło mi ukrycie mojego romansu.

W końcu jednak ktoś pragnął mojej obecności, chciał ze mną być, rozmawiać, słuchał tego, co mam do powiedzenia. I widział we mnie kobietę. Przez pół roku żyliśmy w miłosnym amoku. To był cudowny czas. Krzysztof powtarzał, że nigdy nikogo tak nie kochał. Wierzyłam mu, ale wiedziałam, że nie możemy rozbić dwóch rodzin, by być razem. Liczyliśmy na cud. Cud nie nadszedł, za to moja matka przywołała mnie do porządku.
– Magda, co ty wyprawiasz? Mazurkowa widziała cię z jakimś mężczyzną. Czy ty rozum straciłaś? – emocjonowała się matka.
– Mamo, zakochałam się …
To zdanie rozjuszyło moją matkę jeszcze bardziej. Krzyczała, że jestem dziwką, nie doceniam męża, jestem złą matką i że nie tak mnie wychowała.
Długa płakałam i analizowałam argumenty, które wykrzykiwała matka.
– Tylko, czy taka miłość może być zła? Czy miłość w ogóle może być zła? – zastanawiałam się później wielokrotnie …
Z perspektywy czasu myślę, że powinnam walczyć o ten związek. Że jeśli bardzo się kocha, można pokonać wszelkie przeciwności losu. Krzysztof nie chciał przyjąć do wiadomości, że to koniec. Próbował walczyć, za nas dwoje… W końcu przestał.
Ja nie uśmiechałam się już tak promiennie jak kiedyś. W moich oczach nie ma już tego blasku. Jestem jednak spokojna, bo na świecie pojawiła się Zosia. Ma piękne oczy, po swoim wyjątkowym ojcu …

Tags
opowiadanie-czy-milosc-moze-byc-zla

ABOUT THE AUTHOR